Wyjechałam. Po świętach zaraz wyjechałam. W zeszłym roku zostałam. W zeszłym roku w tym czasie nie miałam siły na nic.

Rozwód

Z internetem tu gdzie teraz jestem jest kiepsko, ale to może nawet lepiej. Włączyłam go na chwile, na ten wpis. Swoją drogą „to nawet lepiej” to powinno być przewodnie hasło na 2020. Cokolwiek się dzieje w naszym życiu pomaga taki mindset, mówiąc po staropolsku, że to nawet lepiej. No dobra ale o tym już kiedyś pisałam, więc dziś nie będę się nad tym rozwodzić. Będę się rozwodzić... nad czymś innym.

Niedawno minęło 15 miesięcy od momentu, w którym rozwód stał się wydarzeniem wpisanym w trajektorię mojego życia. Nie planowałam go. Chyba nikt nie planuje a jednak słowo stało się ciałem. Słowa to w ogóle mają magiczną moc. Moc transformacji. Choć w sumie nie wiem czy to same słowa to robią, czy może słowa są po prostu nośnikami energii, która coś otwiera a coś zamyka. Słowa to takie klucze. Klucze do stanów wnętrza. Jedne prowadzą głębiej, a inne wędrują po powierzchni. Jedne słowa potrafią rozwikłać zagadkę, a inne sprawić, że błądzimy jeszcze bardziej. Jedne potrafią łączyć, a inne dzielą ludzi, pary, narody. Jedne tworzą całości, a inne tworzą części. Słowa to moc.

Nie wiem jak dobrze opisać to doświadczenie sprzed roku. Choć teraz wiem dużo bardziej niż jeszcze rok temu. Najbliżej mi powiedzieć, że rozwód jest jak cięcie. Jak ostre wbicie noża w serce miłości. Czasem to się dzieje latami i wchodzi milimetr po milimetrze, czasem dzieje się w przeciągu sekundy. Czasem to wspólna decyzja a czasem ktoś jeden mówi: dla mnie to koniec. Czasem to ból nie do zniesienia a czasem ulga wnosząca wolność. Czasem to on. Czasem to ona.

Drogi dochodzenia do takiej trudnej decyzji są przeróżne. Na warsztatach słyszę ich różnorodne odmiany - opowiadacie o smutkach, radościach, zaskoczeniach i przykrościach, rozpaczach i ekstazach prowadzących do decyzji o rozstaniu. Moja droga też była specyficzna. W sumie każda jest, bo każdy z nas jest inny. Rozwód to żałoba a żałoba rządzi się swoimi prawami. Trwa. Boli. Czasem myślimy, że już jest za nami i wtedy nagle pojawia się zza zakrętu kładąc nas w sekundę na podłodze w kuchni, w salonie, w łazience. Wyciska łzę za łzą aż suchość zamienia się w potok, pełnia w brak a nic we wszystko. Ona rozkłada na łopatki i mówi: tego nie możesz ominąć, przez żałobę trzeba przejść. Jeśli będziesz ode mnie stronić, będę wracać aż mnie ugościsz. Poczęstujesz akceptacją. Napoisz żalem. Otulisz strachem o przyszłość. Dopiero wtedy odejdę.

Dziś więc na koniec 2019 chce wznieść toast za wszystkich tych, którzy:

  • mieli odwagę usiąść do stołu z rozwodem, żałobą i nadzieją
  • nie odwracali oczu od tego, co tak boli
  • cierpliwie płakali, krzyczeli, smutnieli
  • a potem łagodnie odzyskiwali wiarę i otwierali się na nowe
  • odkrywali w sobie prawdy, o których istnieniu nie wiedzieli
  • i pochowali prawdy, które przestały nimi być
  • ale przede wszystkim nie stracili wiary w miłość.

Obyśmy wszyscy, którzy doświadczyli rozwodu, potrafili w którymś momencie patrząc wstecz powiedzieć: w sumie... to nawet lepiej.

Jestem psychologiem specjalizującym się w tematyce wstydu i odwagi. Współpracuję z osobami i zespołami świadcząc usługi coachingowe i szkoleniowe zarówno dla klientów prywatnych, jak i biznesowych.

Podziel się:

Kategorie

Ostatnie posty

18.06-1
Spark in the dark.
Dziś w ramach cyklu spotkań (po)wolna sobota w Pałacu Potockich w Krakowie, niejaka wspaniała Aga Kozak zapytywała mnie o wiele rzeczy. Jeden z wąt...
17.06
Przeprosiny.
Dziś prowadziłam warsztaty podczas których wywiązała się dobrrrrra dyskusja o przepraszaniu. Cóż to jest za kompetencja. O panie!
Bez-tytulu
Sukienkowatość.
Łazienkowe selfie modowe z Paryża. Musicie wiedzieć (nic nie musicie ale ten zwrot jakiś taki ładny), że ja baaaaaaaaardzo długo w swoim życiu nie ...

Tagi

Posłuchaj podcastu

Oglądaj mój kanał na YouTube

Na stronie używam ciasteczek, są bez mleka i cukru, słodzone miłością do znaków. Pliki cookies są zapisywane w pamięci przeglądarki internetowej. Chcesz wiedzieć więcej, kliknij tutaj