23 sierpnia 2018
Rozstania. Zerwania. Porzucenia. Koniec relacji.

O tym chyba nigdy jeszcze nie pisałam i w sumie nie wiem dlaczego, bo to się nam zdarza przynajmniej raz w życiu i pełno w tym emocji.

Rozstania. Zerwania. Porzucenia. Koniec relacji

Nie ma co uogólniać i nawet nie będę próbować, bo każda historia jest inna ale ból wszędzie ten sam, więc od niego zacznę. Czy to był długi związek, małżeństwo, przelotna znajomość czy chwilowe zauroczenie, koniec to koniec i koniec boli. Czy się rozstajemy, bo oboje tak chcemy, czy dlatego, że jedno z nas tak decyduje też jakoś specjalnie nie uśmierza bólu, bo strata to strata. 

Pastor Joe Reynolds mówi, że miarą naszej miłości jest wielkość żałoby po niej. A ta żałoba jest dość złożona, bo to nie jest tak, że tracimy „tylko” człowieka. Z nim lub z nią odchodzą nasze marzenia, oczekiwania, tęsknoty, wyobrażenia. Odchodzi wyobrażona przyszłość i zapamiętana przeszłość. Ten człowiek wychodzi z naszego życia i zabiera więcej niż tylko siebie. A czasem to my odchodzimy i my też pakujemy do walizki więcej niż płyty, kubki, pamiątki. Pakujemy wspomnienia, te dobre i niedobre. Pakujemy emocje, te piękne i te trudne. A nawet pakujemy miłość, bo choć odchodzimy, to wciąż możemy kochać. 

Tę żałobę po relacjach przeżywamy raz bardziej świadomie, raz mniej. Jeśli bardziej świadomie, to bardziej boli. Jeśli mniej świadomie, to bardziej nam szkodzi. Ludzie, z którymi pracuję różnie opisują ten stan. Mówią o pustce, rozdarciu, zagubieniu, otchłani smutku oraz braku nadziei. Często w tych momentach poddają w wątpliwość własną wartość. To trudny moment i rzadko wtedy dociera do nas sens takich zdarzeń. Tuż po rozstaniu potrzeba nam pozwolić sobie na emocje, wypłakać, wykrzyczeć, wyzłościć. Dopiero potem dostrzeżemy odpowiedź na pytanie: po co to było? 

Ale najpierw serce. Potem wnioski. 

Jest taka książka Marianna Willimason „From tears to triumph” i pisze w niej tak: 

Tak jak ciało ma mechanizmy obronne, tak samo ma je nasza dusza. Takim mechanizmem jest między innymi żałoba. To stopniowy proces dopuszczania do siebie tego, czego na raz nie dalibyśmy rady dźwignąć.

Dobranoc, szczególnie tym, którzy teraz przez to przechodzą.

Jestem psychologiem specjalizującym się w tematyce wstydu i odwagi. Współpracuję z osobami i zespołami świadcząc usługi coachingowe i szkoleniowe zarówno dla klientów prywatnych, jak i biznesowych.

Podziel się:

Kategorie

Ostatnie posty

BLOG-Odwaznym-i-odwazna-sie-bywa
Odważnym i odważną się bywa.
Koloseum, zwane również Amfiteatrem Flawiuszów, ma dla mnie szczególne znaczenie. Kiedy odłączę potężny kawałek brutalnej historii i zostanę przy r...
BLOG-O-radosci-zycia.-O-lekkosci
O radości życia. O lekkości.
Ostatni weekend spędziłam we Włoszech. Co to był za czas. Jedzenie… sztos. Wino… sztos. Pogoda… sztos. Towarzystwo… sztos. Włochy są o przyjemności...
BLOG-Odkladanie-„smierci-na-pozniej-jest-bardzo-necaca-wizja
Odkładanie „śmierci” na później jest bardzo nęcącą wizją.
Jak mówi Oprah Winfrey „Możemy w życiu mieć wszystko, ale nie wszystko na raz”. Zmieniają nam się te tożsamości, w zależności od tego, co i kiedy j...

Tagi

Posłuchaj podcastu

Oglądaj mój kanał na YouTube

Na stronie używam ciasteczek, są bez mleka i cukru, słodzone miłością do znaków. Pliki cookies są zapisywane w pamięci przeglądarki internetowej. Chcesz wiedzieć więcej, kliknij tutaj